Zimowe spacery

20160123-IMG_6490

Jakiś czas temu dane mi było przeczytać, że Warszawa jest najbardziej słonecznym miastem Polski, z zaskakującą, jak na moje wyobrażenia, liczbą słonecznych godzin ;-) (więcej TUTAJ). Z jakiegoś jednak powodu, zimy czasem kojarzą nam się z szarzyzną, bardziej niż ze słońcem. Zawsze jednak, gdy mrozy się zaostrzają, a na nocnym niebie połyskują gwiazdy, jest nadzieja na słońce dnia kolejnego. Zdaniem niektórych, pełnia księżyca wpływa też na poprawę pogody zimą, być może jednak to tylko mit. W połączeniu ze śniegiem, słoneczna zima nabiera blasku i kolorytu, uśmiechy na twarze wychodzą znacznie częściej, a o dobry nastrój nie trzeba specjalnie zabiegać🙂 My na takie dni zawsze czekamy, a jeżeli wypadną w końcówce tygodnia to staramy się urozmaicać czas spacerami. I tak było właśnie dzisiaj🙂

Czytaj dalej

Jesteśmy w domu :-)

Szybki przeskok z Dubaju na kanapę - bo tak to minęło, szybko, nasz powrót. Jeszcze w środę rano na Filipinach, a w piątek, późnym wieczorem już u siebie z gorącą herbatą :-)

Szybki przeskok z Dubaju na kanapę – bo tak to minęło, szybko, nasz powrót. Jeszcze w środę rano na Filipinach, a w piątek, późnym wieczorem już u siebie z gorącą herbatą🙂

Wróciliśmy. Do tych, którzy dla nas ważni i do tego co dla nas ważne, za czym tęskniliśmy🙂 Więcej dodawać chyba nie trzeba, teraz zdałoby się tylko wcisnąć jakoś, w tę dla nas często ciasnawą polską rzeczywistość. Z nowymi doświadczeniami, wspomnieniami.

Dziękujemy mamom za pyszne obiady przygotowane na nasz powrót🙂

Czytaj dalej

Filipiny – Palawan na finisz

Urodzinowy buziak ;-)

Urodzinowy buziak😉

Ostatni tydzień na Filipinach spędziliśmy na Palawanie i na podróży w ten niemały zakątek kraju 7-tysięcy wysp. Do Puerto Princessa (PP) z Bantayanu przedostaliśmy się dość złożonym kursem, prom-autobus-prom-prom, co trwało łącznie dokładnie 2 doby, ale wszystko przebiegło sprawnie, czas dla nas nie grał roli:) Na dodatek podczas rejsu do PP obchodziłem swoje urodziny jednocześnie spełniając jedno z marzeń – całonocnego rejsu morskiego statkiem pasażerskim w warunkach nisko kosztowych😀 czyli na leżankach, na otwartym, zadaszonym pokładzie😀 było tym bardziej sympatycznie, bowiem poznane tam trzy Polki (pozdrawiamy Anię, Asię i Kasię🙂 ) pomogły Paulinie zorganizować ciasteczka na tę okazję – dzięki🙂

Czytaj dalej

Wigilia i Święta na Bantayanie

Czasem fajnie popatrzeć na świat przez różowe okulary :-)

Czasem fajnie popatrzeć na świat przez różowe okulary🙂

Może trochę jak przez różowe okulary – Święta spędzane na Filipinach na pewno wyglądają inaczej niż w Polsce😉 Inaczej wygląda świętowanie lokalne w wioskach, inaczej wyglądało nasze świętowanie w gronie polsko/filipińskim, ale atmosfera czasu spędzanego wspólnie z innymi była tak samo odczuwalna, pomimo dużej odległości od naszych rodzin, za którymi bardzo tęsknimy. Nie zabrakło tu nawet polskich potraw, zaś po wigilii uczestniczyliśmy w jednej z najpiękniejszych Pasterek w naszym życiu – ale dopiero pod koniec udało nam się wejść do wnętrza kościoła🙂 Filipińczycy zaczynają schodzić się na tą mszę już dwie godziny przed rozpoczęciem, by mieć szansę na miejsca siedzące. Co najmniej tyle samo osób co w środku, uczestniczyło we mszy na zewnątrz, śledząc przebieg na prowizorycznych telebimach🙂 Dni Świąteczne spędziliśmy… zwiedzając plaże w okolicach Maricaban i Santa Fe, i zajadając się przysmakami morza🙂 Pozdrawiamy wciąż Świątecznie!

Czytaj dalej

Bantayan – przedświątecznie z życzeniami :-)

Blog -20151222-11-03-5067

My przedświątecznie wybraliśmy się do kościoła w Bantayanie – piękny zabytkowy obiekt, wybudowany w większości z koralowców, czyli z typowego dla tego obszaru podłoża wapiennego, występującego na lądzie i odznaczającego się dużą trwałością i… twardością, co utrudnia pozyskiwanie.

Na miejscu mieliśmy szczęście przyglądać się przygotowywaniu szopki Bożonarodzeniowej, w nietypowej dla nas formie – Józef prowadzi osiołka z Maryją „z brzuszkiem”. Czas oczekiwania, czas wędrówki, czas trudu, ale z niewypowiedzianą radością na zwieńczenie adwentu. Bardzo nam był potrzebny taki naoczny symbol tego czasu.

Tym samym życzymy Wam wszystkim, czytającym te wpisy (🙂 ) i trwającym z nami w podróży, atmosfery dobra i radości w tym szczególnym czasie. Dla Was i dla Waszych rodzin. Być może odnalezienia w sobie jakichś obszarów gdzie może nastąpić to narodzenie, odrodzenie, uzdrowienie. Życzymy wiele wzajemnej życzliwości, i aby utrzymać ten stan możliwie długo „po”🙂

Pozdrawiamy serdecznie i Świątecznie, chociaż zupełnie niezimowo🙂

Czytaj dalej

Pamilacan i troszkę Boholu

:-)

🙂

Boholu troszkę bo niewiele tu zjeździliśmy, wybraliśmy się na wzgórza czekoladowe lokalnym transportem – i rewelacja bo po drodze przegadaliśmy godzinę z bardzo fajną Filipinką co kilka dni wcześniej wróciła z pracy z Danii, zaś na miejscu spotkaliśmy Brytyjczyka z polskimi korzeniami i Greczynkę mieszkającą w Hiszpanii – i z nimi wróciliśmy do Tagbilaranu🙂

Czytaj dalej

Filipiny II – w stronę wyspy Bohol i okolic

projekt got

Jak zwykle przemieszczamy się, zwolniliśmy tempo, ale nie leżymy całymi dniami na plażach, chociaż bardzo kuszą😛 i odstraszają, nasze wciąż białe fragmenty skóry ulegają spaleniu po 30 minutach na słońcu, a kremy do opalania są bardziej uciążliwe niż pomocne – zatykają ujście dla potu i człowiek czuje się jak w piekarniku🙂 Na zdjęciach trochę jeszcze Siquijoru (zdjęcia robione ze skutera, tak – w czasie jazdy, którym zrobiliśmy tam ponad 240km🙂 ), trochę z wyspy Panglao przy Boholu (plaża Libaong, to tutaj oglądaliśmy płonące niebo – miejsce znacznie mniej uturystycznione niż Alona, niezabetonowane i z ładniejszą plażą) gdzie wybraliśmy się z obecnej naszej stacji sypialnej w miejscowości Tagbilaran. Na Boholu zamiast skuterem przemieszczamy się Jeepneyami jako pasażerowie, ewentualnie tricyklami, ale te są droższe i trzeba się ostro targować bo przebicia są 4-krotne…🙂 Święta coraz bliżej, widać to tutaj bardzo wyraźnie na każdym kroku, ale to może temat na kolejny wpis? Zobaczymy, i jak zwykle serdecznie pozdrawiamy🙂 A – jutro chcemy się wybrać na parę dni na malutką, rybacką wysepkę Pamilacan i spać tam pod namiotem  – jeżeli się to uda, opiszemy wszystko dokładniej, trzymajcie kciuki🙂

Czytaj dalej

Filipiny – na dobry początek końca podróży :-)

Blog -20151211-06-54-4393

Dotarliśmy na Filipiny😀 do kraju tysięcy wysp, gdzie słońce nie świeci przez tyle dni w roku, ile w Polsce świeci😉 no w każdym razie jest go znacznie więcej niż go nie ma. Rozumiecie😉 Z Ho Chi Minh sprawnie przelecieliśmy do Manili, przy okazji ważąc nasz plecakowy dobytek. Cóż, u mnie 22 kilo, u Paulinki 17. No z planów nici, które robiliśmy przed wyjazdem aby było lżej. Do tego teraz wszystko co przydawało się w temperaturze poniżej 10 stopni jest bezużyteczne (właściwie już od połowy Chin😉 ) więc mobilność nieco utrudniona. A ta jest bardzo ważna na Filipinach, no chyba że chce się siedzieć dłużej w jednym miejscu. Ale my z bagażami się nie rozstajemy (można by spokojnie okroić je o co najmniej połowę i wysłać do Polski), nieco pochyleni pod ich ciężarem przelecieliśmy jeszcze z Manili do Cebu aby docelowo skierować się na południe wyspy o tej samej nazwie – do miejscowości Oslob, gdzie można popływać z rekinami wielorybimi.

Czytaj dalej

Can Tho – w delcie Mekongu

Blog -20151201-01-53-4029

Z Hoi An przejechaliśmy do Saigonu, by stąd lokalnym transportem przemieścić się dalej na południe, do największego, ale bardzo spokojnego miasta w delcie Mekongu –  Can Tho. A tutaj uśmiechnięci ludzie, którym rzeka dostarcza większości produktów potrzebnych do przeżycia i stanowi główną, obok ulic, powierzchnię handlu. Do tego wysokie temperatury i wilgotność mocno ograniczające fizyczną aktywność w ciągu dnia🙂 Wieczorne burze wydają się być marzeniem, aby „zresetować” nieco pogodę, ale ich efekt jest zupełnie inny niż tych polskich – ochłodzenie nie następuję, a powietrze staje się tak ciężkie, że pocimy się od samego stania🙂 I nam się to bardzo podoba, ale pewnie tylko dlatego, że nie musimy tu ciężko pracować🙂

Czytaj dalej

Hoi An – wieje i „znowu pada deszcz” :-)

Blog -20151126-06-54-3873

Jak w piosence Lady Pank – w Hanoi popadywało, tutaj też pogoda nas nie oszczędza, ale nie dajemy się i na rowerach już zjeździliśmy kawał okolicy, przesiadując co jakiś czas w narożnych „kafejko – jadłodajnio – sklepikach” i patrząc na to coraz mniej obce nam otoczenie😉 Hoi An to naprawdę urokliwa miejscowość, z dużą ilością kwiatów przy niemalże każdym domostwie, w pewnym sensie mająca również kawałek polskiej historii, jeśli można to tak ująć – w latach 80-tych ubiegłego wieku przyjechał tu Kazimierz Kwiatkowski i przyczynił się do zachowania dużej części dziedzictwa kulturowego tego miejsca i niedopuszczenia do całkowitej (komunistycznej?) destrukcji. Dzięki niemu dzisiaj Hoi An widnieje na liście UNESCO. Zmarł w Hue, gdzie również został upamiętniony.

A my się zastanawiamy czy jechać na południe, czy ignorować prognozy i nieco tu jeszcze zostać? Miały być mniej obszerne w zdjęcia wpisy, ale jak widać nie da rady gwałtownie przestawić się na coś innego.

Czytaj dalej